Wpis pierwszy

Witaliśmy Nowy Rok na balkonie, paląc jagodowe papierosy, pijąc szampana z papierowych kubków i oglądając fajerwerki sąsiadów. Dobrze było być znowu razem, po tej pandemicznej samotności. Obok mojego M., planujących ślub B. i K. i brata ze złamanym sercem, który jeszcze nie wie, że ten stan - w którym palisz chociaż nie palisz i pijesz chociaż nie pijesz, bo myślisz, że to może przynieść ci ulgę i czujesz się najbardziej samotny na świecie - to tylko etap przejściowy. 

*

M. zakłada firmę. Kocham jego odwagę i tę chęć do działania. Też miałam je kiedyś w sobie, teraz występują jedynie epizodycznie. Trochę ukryłam się przed światem w naszym-nienaszym nowym mieście - w zasadzie nie mam tu znajomych, pracuję z domu, czasem odezwę się do kogoś na spacerach z Taco, który niestety od operacji nie ma ochoty na jakieś dłuższe przechadzki. Jest mi wygodnie i niewygodnie naraz. Taki tryb życia bardzo cieszy moją introwertyczną duszę, a z drugiej strony jakoś nie umiem dobrze wykorzystać swojego czasu. Bez rozwoju czuję się bardzo źle.

*

Miałam ostatnio małe załamanie nerwowe. Nie wiem, czy to przez pracę, niepewność co do przyszłości, to bolesne uczucie stania w miejscu od wielu lat, pandemię i ostatnie wydarzenia w tym chorym kraju czy może przez wszystko na raz. Czasem chcę po prostu wyjść z mojej głowy i złapać oddech. Standardowo więc uciekam w cudze historie. W wolnym czasie spędzam długie godziny w Zeldzie, z M. kończymy ostatni sezon HIMYM, przeczytałam setny raz Rozważną i romantyczną. Założyliśmy też konto na Spotify, dzięki któremu mogę testować nowe, gwiazdkowe słuchawki. Póki co najchętniej odtwarzam wszystko od Sanah.

Komentarze